Tottenham stawia wszystko na jedną kartę. Wczoraj Redknapp wystawia drugą/trzecią jedenastkę, która przegrywa z PAOKiem Saloniki 2:1, mimo że Grecy od 37 minuty grali w dziesiątkę. Niby słusznie, pierwszy skład musi odpocząć i przygotować się na następne ważniejsze spotkania, w końcu dla każdego fana drużyny z White Hart Lane najważniejszy jest tytuł mistrzowski, a nie mamy jeszcze tak silnej ekipy, żeby walczyć na kilku frontach. Ale powiedzcie - kto z Was wczorajszego wieczoru nie był rozczarowany albo, tak jak w moim przypadku, po prostu wściekły?
Szanse na zdobycie mistrzostwa kraju są, ale przyznajmy sobie to szczerze, bardzo małe. Naszym realnym celem jest miejsce w pierwszej czwórce, które premiowałoby Tottenham do Champions League. Teraz tylko nasuwa się pytanie - czy aby na pewno jest to warte odpuszczenia sobie Ligi Europejskiej? Nic na to nie poradzę, że mam wątpliwości. Poza tym kolejna kwestia - czy rzeczywiście nie możemy spróbować walki na dwóch (nie jak Arsenal w poprzednim sezonie, czterech), frontach?
Grając pierwszym składem, bylibyśmy jednym z faworytów tego turnieju, o ile nie głównym faworytem. Jesteśmy na fali i wydaje mi się, że inne drużyny wskazywane na kandydatów do zdobycia tego trofeum, nie byłyby dla nas trudną przeszkodą.
Czy nie nazwalibyśmy sezonu udanym, wygrywając finał Ligi Europy? Czy za rok nie chcielibyście zobaczyć Kogutów walczących o Puchar Zdobywców Pucharów? Wiele angielskich drużyn może tylko marzyć o czymś, co my mieliśmy na wyciągnięcie ręki.
Tymczasem opcja, którą wybrał Redknapp, ewentualnie nasz prezio Levy, to walka o Ligę Mistrzów. Turniej, w którym regularnie występują największe potęgi europejskiego futbolu. Pewnie zlinczujecie mnie za to, co teraz powiem, ale trudno - nie wierzę, że jesteśmy w stanie wygrać i z Barceloną, i z Manchesterem United, i z Realem Madryt, a to jest podstawowy warunek osiągnięcia tam jakiegokolwiek sukcesu.
Oczywiście wcale nie wydaje mi się, że wystarczy wystawić do gry pierwszy skład, a zwycięstwo w European League mamy zapewnione. Ale popatrzmy na szanse. Te na wygranie Premier League są małe, te na zdobycie Champions League też niezbyt duże, a te na triumf w turnieju, który właśnie odpuszczamy, ogromne!
Sam nie wiem, co o tym myśleć. Mam tylko nadzieję, że Harry i zarząd Spurs wiedzą, co robią. Jestem pełen szacunku wobec tych ludzi. Wytrwale pracują na potęgę Tottenhamu i z roku na rok jesteśmy coraz silniejsi. Ale czy wczorajsza zagrywka Redknappa nie była błędem?
Iluzoryczne szanse na wyjście z grupy wciąż mamy - potrzebujemy zwycięstwa PAOKu nad Rubinem Kazań, a sami musimy wysoko wygrać z Shamrock Rovers.
Tutaj możesz dodać swój komentarz, w tym celu wypełnij poniższy formularz.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
| Użytkowników w sumie: | 660 |
| Komentarzy w sumie: | 5368 |
| Aktualności w sumie: | 1989 |
| Kategorii w sumie: | 65 |
| Użytkownicy online: | 1 |
| Gości online: | 14 |
| Wszystkich wyświetleń strony: | XXXXX |
| Aktualnie brak konkursów |
2.12.2011 | 19:18
wyślij prywatną wiadomość