Derby. To słowo elektryzuje fanów każdej drużyny. Pierwszą rzeczą do sprawdzenia w każdym kalendarzu ligowym są daty, w które odbędą się najważniejsze, dla kibiców, mecze sezonu. W sobotę o 13.45 na Emirates Stadium Tottenham i Arsenal dopiszą kolejny rozdział do ponad stuletniej historii tej rywalizacji.
Gospodarze przystąpią do meczu z nadzieją na objęcie prowadzenia w ligowej tabeli. W przypadku zwycięstwa mieliby punkt przewagi nad Chelsea i przynajmniej na moment usadowiliby się w fotelu lidera. Kanonierzy są ostatnio w wyśmienitej formie, w ostatnich sześciu meczach zdobyli 15 punktów i wygląda na to, że po pięciu latach beż sukcesów mają drużynę zdolną do zdobywania trofeów.
Forma prezentowana przez Gunners w Lidze Mistrzów i fakt, że wygrali swoje ostatnie dwa ligowe spotkania sprawia, że przez większość fachowców uznawani są za faworyta sobotniego spotkania. Ale w obecnym sezonie WBA i Newcastle pokazały, że The Emirates nie jest niezdobytą twierdzą. Faktycznie Arsenal wygląda pewniej w meczach wyjazdowych, gdzie tworzy drużynę bardziej kompletną. Przed własną publicznością zdarza się zespołowi Arsene’a Wengera zapominać o obowiązkach obronnych.
W obecnym sezonie najlepszymi zawodnikami Gunners sa gracze formacji ofensywnej. Rewelacyjnie grają Samir Nasri i Andriej Arshavin, szybko w angielskim futbolu odnalazł się środkowy napastnik Chamakh, coraz lepszy jest Wilshere, którego występ stoi jednak pod znakiem zapytania z powodu urazu pleców.
Więcej znaków zapytania jest w defensywie. Boczni obrońcy czasami grają zbyt ofensywnie pozostawiając skrzydłowym przeciwnika zbyt wiele miejsca do ataku. Na środku obrony zabraknie Vermaelena. Ale największym znakiem zapytania według brytyjskich fachowców pozostaje Łukasz Fabiański, który na własnym stadionie traci czasem pewność siebie i nie gra na miarę posiadanych umiejętności. Jeżeli Spurs szybko zmuszą go do popełnienia błędu to mogą liczyć na całą ich serię.
Goście stawią się na mecz w zdekompletowanym składzie. Wiadomo, że na pewno zabraknie Toma Huddlestone’a, Michaela Dawsona i Johnatana Woodgate’a. Do końca niepewny będzie występ Kinga, Keane’a i Bentleya., mają sie natomiast pojawić w składzie Lennon i dawno nie widziany Defoe. Ale takie problemy to nie jest nowość, bo od początku sezonu Harry Redknapp zestawia skład jaki może, a nie jaki chciałby wystawić.
Strata punktów na The Emirates może kosztować Spurs utratę kontaktu z czołówką tabeli. Słabsze wyniki w ostatnich meczach spowodowały, że strata do czwartego miejsca wynosi już 3 punkty i Tottenham nie może sobie pozwolić na kolejne wpadki.
The Lillywhites nie radzą sobie specjalnie dobrze w meczach wyjazdowych z Arsenalem. Z ostatnich 10 wizyt u najbliższych sąsiadów przywieźli zaledwie 2 punkty, a ostatnie ligowe zwycięstwo w gościnie u the Gunners odnieśli w 1993 roku. W tym sezonie obie drużyny spotkały się już w Pucharze Ligi i Tottenham musiał uznać wyższość Arsenalu i przegrał 1:4, ale dopiero po dogrywce, może czas się zrewanżować i pokazać, że Spurs to nie tylko zestaw świetnych zawodników, ale już zespół będący w stanie wygrywać na terenie „Wielkiej Czwórki”. To jest kolejny krok na drodze rozwoju drużyny. Miejmy nadzieję, że wykonają go już w sobotę.
Bezpośrednią relację z meczu przeprowadzi Canal+ Sport, początek o godzinie 13.45
Tutaj możesz dodać swój komentarz, w tym celu wypełnij poniższy formularz.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
| Użytkowników w sumie: | 659 |
| Komentarzy w sumie: | 5360 |
| Aktualności w sumie: | 1985 |
| Kategorii w sumie: | 65 |
| Użytkownicy online: | 1 |
| Gości online: | 12 |
| Wszystkich wyświetleń strony: | XXXXX |
| Aktualnie brak konkursów |
21.11.2010 | 19:07
wyślij prywatną wiadomość